DMSO to skrót od dimetylosulfotlenku. Brzmi chemicznie (bo to chemia), ale temat jest ciekawy z bardzo prostego powodu: to jedna z tych substancji, które potrafią przenikać przez skórę i błony biologiczne wyjątkowo łatwo. Przez lata przewija się w literaturze naukowej i praktyce terapeutycznej jako środek o działaniu przeciwzapalnym i przeciwbólowym, a dodatkowo jako nośnik – czyli coś, co może „pociągnąć” inne substancje w głąb.

Od razu ważna rzecz: w medycynie “oficjalnej” DMSO ma jedno zatwierdzone zastosowanie u ludzi – podawanie do pęcherza (RIMSO-50) w łagodzeniu objawów śródmiąższowego zapalenia pęcherza. Producent wprost zaznacza, że preparat nie jest zatwierdzony jako bezpieczny i skuteczny w innych wskazaniach.

Skąd się bierze DMSO i z czego się je pozyskuje?

W praktyce przemysłowej DMSO mocno wiąże się z przemysłem drzewnym/papierniczym. Podczas przerobu drewna na masę celulozową (proces Kraft) powstają związki siarki, m.in. siarczek dimetylu (DMS). A DMSO wytwarza się przemysłowo właśnie przez utlenianie siarczku dimetylu.

Dlatego czasem spotkasz skrót myślowy, że DMSO jest “pozyskiwane z drewna”. W praktyce chodzi o to, że jego produkcja jest powiązana z technologią przerobu drewna, a nie o to, że ktoś „wyciska” je bezpośrednio z drzewa.

Struktura DMSO

Chemicznie DMSO to (CH₃)₂SO: dwa „ogonki” metylowe (CH₃) i atom siarki połączony z tlenem (sulfotlenek). Ta budowa sprawia, że DMSO jest mocno polarne, a jednocześnie potrafi „dogadać się” z tłuszczami budującymi błony komórkowe. W praktyce oznacza to, że potrafi rozpuszczać wiele rzeczy i dlatego bywa używane jako nośnik.

Co czyni DMSO wyjątkowym?

Najprościej: przenikalność.

DMSO potrafi szybko przechodzić przez skórę i błony biologiczne, a przy okazji może „zabrać” ze sobą inne cząsteczki. Dodatkowo w opisach pojawia się temat działania przeciwzapalnego, antyoksydacyjnego (wyłapywanie wolnych rodników) i przeciwbólowego.

I tu jest jego największa zaleta oraz największy haczyk w jednym: skoro DMSO wchodzi głębiej, to musi iść w parze z higieną, rozsądnym stężeniem i świadomym użyciem. Bo ono nie odróżnia „chcianego” od „niechcianego” – jeśli na skórze są resztki perfum, kremu, brudu, barwnika z ubrania, to ryzyko, że coś z tego pójdzie w głąb, rośnie.

Jak rozpoznać prawdziwe/czyste DMSO?

Tu jest jedna rzecz, która w praktyce bardzo pomaga i wiele osób ją zna, bo widać ją gołym okiem: DMSO zmienia stan skupienia zależnie od temperatury. Ma punkt krzepnięcia w okolicach temperatury „chłodnego mieszkania”, więc w niższej temperaturze potrafi się krystalizować. W lodówce często będzie skrystalizowane (jakby „zamarznięte”), a w temperaturze pokojowej wraca do postaci klarownego płynu.

Czyli: w temperaturze pokojowej jest płynne, a w niższej temperaturze krystalizuje się. To nie musi oznaczać, że coś jest nie tak – to dość typowe dla DMSO. Można je delikatnie ogrzać (np. w kąpieli wodnej), a kryształki znikną.

Drugim znakiem „rozpoznawczym” jest temat zapachu, ale tu trzeba doprecyzować: wiele osób mówi, że DMSO „pachnie czosnkiem”. W praktyce częściej wygląda to tak, że po zastosowaniu (na skórę albo doustnie) pojawia się u części osób zapach z oddechu i skóry, bo organizm metabolizuje DMSO m.in. do siarczku dimetylu (DMS), który daje charakterystyczną woń.

I tu dopowiem, z mojego podwórka: ja sam DMSO stosowałem i u mnie ten efekt był wyczuwalny. Najczęściej to było coś między „czosnkiem” a takim morskim, specyficznym aromatem – część osób porównuje to wręcz do ostryg. Zwłaszcza gdy ktoś miesza dawkę z sokiem (np. jabłkowym), ten temat zapachu bywa bardziej zauważalny. To jest dość indywidualne – jedni czują mocno, inni prawie wcale, ale warto o tym wiedzieć, bo potrafi zaskoczyć.

Przechowywanie: światło, temperatura i… metal

DMSO warto trzymać w ciemnej butelce i w miejscu, gdzie nie stoi w słońcu – najlepiej po prostu w szafce. W opisach praktycznych podkreśla się przechowywanie roztworów bez dostępu światła.

DMSO jest też higroskopijne – chłonie wilgoć z powietrza – więc nie ma sensu trzymać butelki długo otwartej.

Jeśli uważasz, że to co piszę jest dobre i warte uwagi, postaw mi kawkę 🙂 Będzie mi miło 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

No i temat metalu, który jest mega ważny w praktyce. DMSO to silny rozpuszczalnik, więc zasada bezpieczeństwa jest prosta: nie mieszać metalową łyżką i nie przechowywać w metalowych pojemnikach, bo może dojść do niepożądanych reakcji albo „zaciągnięcia” czegoś z metalu do roztworu. Najbezpieczniej trzymać się szkła.

Jeśli rozcieńczasz DMSO do stosowania na skórę (np. z wodą destylowaną), to dobrze, żeby zarówno pojemnik, jak i „łyżka”/mieszadło były szklane. To samo dotyczy robienia roztworów pod doustne użycie – jeśli już ktoś w to wchodzi, to niech przynajmniej robi to czysto i przewidywalnie.

Jak używać DMSO na skórę?

Przy zastosowaniu zewnętrznym kluczowe są trzy rzeczy: czysta skóra, rozsądne stężenie i obserwacja reakcji.

Najpierw myję miejsce samą wodą (bez perfumowanych kosmetyków tuż przed), osuszam i dopiero wtedy nakładam roztwór. To ważne właśnie dlatego, że DMSO może transportować w głąb to, co jest na powierzchni.

Jeśli chodzi o stężenia, w praktycznych materiałach pojawia się podejście zależne od okolicy ciała: wyższe stężenia na nogi/stopy, niższe na szyję i okolice głowy.
Do rozcieńczania wiele osób używa wody destylowanej. Po nałożeniu czasem czuć mrowienie, swędzenie czy lekkie zaczerwienienie – zwykle mija, ale właśnie dlatego sensowny jest test tolerancji na małym fragmencie skóry.

Jak przygotować DMSO do użycia wewnętrznego

W tekstach praktycznych przewija się jedno: doustnie DMSO zawsze po rozcieńczeniu.
Ludzie mieszają to z wodą albo z sokiem (często jabłkowym), ale przy tym temacie ja zawsze stawiam hamulec bezpieczeństwa: doustne użycie ma sens tylko wtedy, gdy ktoś rozumie ryzyko (wchłanianie innych substancji, interakcje z lekami) i potrafi obserwować reakcje organizmu. W materiałach przewija się nawet zalecenie odstępu między DMSO a lekami.

Na co ludzie stosują DMSO?

DMSO najczęściej pojawia się przy tematach bólowo-zapalnych i „tkankowych”. W praktyce, w opisach i doświadczeniach przewijają się m.in. bóle stawów, przeciążenia mięśni, urazy sportowe, stłuczenia, skręcenia, obrzęki, napięcia i przeciążenia kręgosłupa.

Do tego dochodzą zastosowania skórne: osoby sięgają po DMSO przy problemach typu łuszczyca czy AZS (zwykle ostrożnie i od niższych stężeń), a także w pracy z bliznami i stwardnieniami tkanek, gdzie liczy się konsekwencja.

W materiałach przewijają się też tematy odmrożeń i oparzeń słonecznych (częściej jako roztwory/mgiełki), a także nerwobóle czy bóle głowy – z wyraźnym akcentem, żeby w obrębie głowy i szyi stosować niższe stężenia i dużą ostrożność.

Są również obszary bardziej kontrowersyjne (infekcje, ciężkie choroby przewlekłe), gdzie krąży dużo historii i mocnych opinii. Tu ja osobiście uważam, że to nie jest temat do „zastępowania leczenia”. Zwłaszcza że nawet w dokumentacji leku dopęcherzowego jest jasno powiedziane, że nie ma klinicznych dowodów skuteczności DMSO w leczeniu bakteryjnych infekcji dróg moczowych.

Wskazania i przeciwwskazania

W praktyce ludzie sięgają po DMSO głównie wtedy, gdy chcą zadziałać miejscowo na ból, stan zapalny, obrzęk albo „zastaną” tkankę.

Z kolei przeciwwskazania i sytuacje „uważaj” wynikają z bezpieczeństwa: ciąża i karmienie, choroby przewlekłe i leki (bo DMSO może zmieniać wchłanianie), uszkodzona lub mocno podrażniona skóra bez kontroli, a także brak tolerancji (dlatego test na małym fragmencie ma sens).

Co mówią badania i literatura?

DMSO ma bogatą historię publikacji: farmakologia, toksykologia, dystrybucja w organizmie, zastosowania kliniczne i weterynaryjne. W materiałach przewija się m.in. informacja o szybkim wchłanianiu przez skórę oraz o tym, że najwyższe stężenia we krwi mogą pojawiać się po kilku godzinach od zastosowania.

A od strony „twardej rejestracji” – najpewniejszym punktem odniesienia jest zastosowanie dopęcherzowe RIMSO-50 w objawowym łagodzeniu śródmiąższowego zapalenia pęcherza.

Na koniec – moje podejście

Ja DMSO znam nie tylko z teorii, bo sam je stosowałem. I właśnie dlatego zawsze podkreślam dwie rzeczy: po pierwsze, to nie jest „zwykły płyn do smarowania”, tylko coś, co mocno przenika i może przenosić inne substancje. Po drugie, warto liczyć się z efektem zapachowym – u mnie bywało to wyczuwalne z oddechu jako coś między czosnkiem a takim „ostrygowym” aromatem, szczególnie kiedy ktoś miesza z sokiem.

Jeśli potraktujesz DMSO jak narzędzie – czysto, w szkle, bez metalu, bez słońca, z sensownym rozcieńczeniem i obserwacją reakcji – to masz dużo większą szansę, że użyjesz go mądrze. A jeśli masz choroby przewlekłe albo bierzesz leki, to lepiej zrobić krok w tył i skonsultować temat, zamiast improwizować.

A czy Ty już stosowałaś/eś DMSO? Podziel się w komentarzu swoimi obserwacjami, obiekcjami.

Tagi: