(i dlaczego masażyści tak chętnie o nim mówią)
W ostatnich latach w branży wellness, fizjoterapii i masażu coraz częściej można spotkać hasła typu:
„Zadbam o Twój dobrostan”, „Popraw swój dobrostan psychiczny” czy „Masaż dla Twojego dobrostanu”.
Brzmi profesjonalnie, poważnie… ale też może wywoływać lekkie uniesienie brwi u osób, które znają pierwotne znaczenie tego słowa.
Skąd w ogóle wziął się „dobrostan”?
W polszczyźnie termin ten pojawił się na dobre w latach 90., głównie w dokumentach unijnych i weterynaryjnych. Był tłumaczeniem angielskiego animal welfare – pojęcia opisującego warunki, w jakich żyją zwierzęta hodowlane: czy mają dostęp do jedzenia, wody, opieki, przestrzeni i czy nie cierpią.
W tym kontekście „dobrostan” był pojęciem czysto technicznym – opisującym obiektywne warunki bytowe, a nie subiektywne odczucia.
Słowniki definiują go szerzej: „stan, w którym wszystkie potrzeby są w pełni zaspokojone” – i to zarówno u ludzi, jak i u zwierząt. Ale w praktyce… przez wiele lat mówiono o „dobrostanie” prawie wyłącznie w kontekście zwierząt.
Dlaczego to słowo trafia dziś do ludzi?
Rozwój branży wellness sprawił, że zaczęliśmy szukać polskiego odpowiednika angielskiego well-being. Niektórzy tłumacze i specjaliści od marketingu sięgnęli właśnie po „dobrostan” – bo brzmi poważnie, „mądrze” i urzędowo.
I tak trafił on do gabinetów masażu, ofert psychologów, reklam spa. W efekcie, gdy masażysta pisze „Zadbam o Twój dobrostan”, najczęściej ma na myśli Twoje zdrowie, relaks, równowagę i dobre samopoczucie.
Problem w tym, że…
…wielu odbiorców wciąż kojarzy to słowo z hodowlą zwierząt. Dla części brzmi ono chłodno, wręcz „odczłowieczająco”. Językoznawcy, tacy jak Jerzy Bralczyk czy Jan Miodek, zauważają, że w odniesieniu do ludzi lepiej brzmią inne określenia – cieplejsze i bardziej naturalne.
Bo prawda jest taka: „dobrostan” jest poprawny, ale może wywołać nie ten efekt, na którym nam zależy.
Jak można powiedzieć inaczej?
Jeżeli pracujesz z ludźmi – czy to jako masażysta, trener czy terapeuta – i chcesz mówić o poprawie jakości ich życia, masz do wyboru mnóstwo określeń:
- dobre samopoczucie
- komfort
- harmonia
- wewnętrzna równowaga
- regeneracja
- spokój i relaks
- pełnia sił
- lekkość w ciele i głowie
Każde z nich jest bliższe codziennemu językowi klienta i buduje cieplejszy przekaz niż „dobrostan”.
Moje spojrzenie jako masażysty
Jako masażysta spotykam się z różnymi oczekiwaniami klientów – od tych, którzy chcą się po prostu „odprężyć”, po tych, którzy przychodzą z przewlekłym bólem i liczą na realną poprawę zdrowia.
Kiedy mówię, że dbam o komfort, zdrowie i spokój, każdy dokładnie wie, o co chodzi. „Dobrostan” też to obejmuje, ale nie chcę, żeby klient choć przez sekundę miał wrażenie, że opisuję go tak, jak opisuje się zwierzęta w hodowli.
Dlatego wolę używać słów, które są ciepłe, zrozumiałe i ludzkie.
Podsumowując:
„Dobrostan” w odniesieniu do ludzi nie jest błędem, ale niesie ze sobą bagaż skojarzeń, który może utrudnić budowanie bliskiej relacji z odbiorcą. W marketingu masażu lepiej postawić na słowa, które od razu wywołują pozytywne emocje – bo masaż to przecież nie tylko technika, ale też doświadczenie, które powinno być przyjemne już od pierwszego kontaktu… nawet z samym opisem.