Masażysta to nie automat do rozluźniania mięśni, odłożony na półkę między olejkiem a ręcznikiem.
To człowiek.
Człowiek, który poza gabinetem, a w moim przypadku także poza dojazdami do klientów, ma swoje życie, doświadczenia, wiarę albo jej brak, poglądy polityczne, spojrzenie na świat, zainteresowania, poczucie humoru i — co najważniejsze — własne zdanie.
Masażysta nie żyje wyłącznie anatomią, powięzią, napięciem karku, drenażem limfatycznym i pytaniem, czy klient po masażu wypił wodę. Oczywiście, to wszystko jest ważne w naszej pracy. Ale za zawodem stoi człowiek z konkretnym życiem, historią i wartościami.
I tu zaczyna się temat, który wcale nie jest taki prosty.
Bo z jednej strony mamy social media, gdzie każdy coś publikuje, komentuje, reaguje, udostępnia. Z drugiej strony mamy zawód oparty na zaufaniu, bliskości, dotyku i kontakcie z drugim człowiekiem.
A między tym wszystkim pojawia się pytanie: czy masażysta może publicznie mówić, co myśli?
Czy powinien siedzieć cicho, żeby nikogo nie urazić?
Czy ma być taką „ciepłą kluchą”, która każdemu przytakuje, wszystkim się kłania i nigdy nie ma swojego zdania?
Moim zdaniem — nie.
Ale w tej kwestii diabeł tkwi w szczegółach.

Człowiek, nie marka

Nie da się całego człowieka zamknąć w bezpiecznych zdaniach typu: „Pij wodę po masażu”, „Dbaj o kręgosłup”, „Zarezerwuj termin” i „Miłego dnia”.
Oczywiście takie treści są potrzebne. Sam je publikuję i uważam, że edukacja w social mediach ma sens. Ale człowiek to coś więcej niż kalendarz postów, rolki, grafiki i hasztagi.
Ludzie często wybierają nie tylko usługę, ale też osobę. Chcą wiedzieć, z kim mają kontakt. Chcą zobaczyć, czy masażysta jest spokojny, konkretny, empatyczny, czy umie tłumaczyć, czy nie robi z siebie guru od wszystkiego.
Autentyczność jest potrzebna.
Tylko autentyczność nie zwalnia z odpowiedzialności.
Masażysta może mieć poglądy religijne. Może mieć poglądy polityczne. Może mieć swoje zdanie na temat świata, wartości, granic, ciała, pracy, rodziny, duchowości czy tego, w jakim kierunku idzie społeczeństwo.
Problem nie zaczyna się wtedy, kiedy ktoś ma poglądy.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy swoje poglądy wyraża w sposób agresywny, pogardliwy, obraźliwy albo odczłowieczający drugą stronę.

Social media obnażają

W ostatnich latach social media stały się miejscem, w którym bardzo szybko wychodzi, kto naprawdę potrafi rozmawiać, a kto tylko pięknie pisze o harmonii, spokoju i pracy z energią.
Wystarczy kampania wyborcza, temat religii, orientacji, masażu tantrycznego, medycyny naturalnej, szczepień, polityki czy jakiejkolwiek innej „gorącej” sprawy — i nagle ludzie, którzy na co dzień piszą o spokoju, energii, akceptacji i pracy z drugim człowiekiem, potrafią w komentarzach zionąć takim jadem, że człowiek przeciera oczy.
W czasie kampanii prezydenckiej w Polsce widziałem wypowiedzi masażystów i osób pracujących z energią, które pisały o obozie przeciwnym tak okropne rzeczy, że sam zadawałem sobie pytanie: jak taka osoba pracuje z energią, skoro publicznie wylewa z siebie tyle nienawiści?
I tutaj nie chodzi o to, że ktoś głosuje inaczej niż ja.
Nie chodzi o to, że ktoś ma inne poglądy.
Chodzi o sposób.
Bo można się różnić. Można się nie zgadzać. Można mieć mocne zdanie. Ale jeśli w tej różnicy pojawia się pogarda, wyzwiska, poniżanie i traktowanie drugiego człowieka jak wroga, to zaczyna być problem.
Szczególnie w zawodzie, w którym dotykamy drugiego człowieka.
Dosłownie i metaforycznie.

Poglądy a kompetencje

Czy poglądy masażysty świadczą o jakości masażu?
Nie zawsze.
To, że masażysta ma inne zdanie niż klient w sprawie wyborów, religii, szczepień, duchowości czy spraw społecznych, nie oznacza automatycznie, że nie zna anatomii.
Odmienny pogląd nie sprawia, że ktoś nagle przestaje umieć pracować z bólem pleców, napięciem karku, przeciążeniem pośladka, powięzią piersiowo-lędźwiową czy obrzękiem limfatycznym.
Pogląd sam w sobie nie mówi jeszcze, czy ktoś dobrze masuje.
Ale sposób komunikowania poglądów mówi już bardzo wiele.
Mówi o kulturze osobistej.
Mówi o opanowaniu.
Mówi o inteligencji emocjonalnej.
Mówi o tym, czy człowiek potrafi słuchać, czy tylko czeka, żeby komuś przyłożyć.
Masaż to nie tylko technika. To także zaufanie, bezpieczeństwo, umiejętność rozmowy, szacunek do granic i panowanie nad emocjami.
Jeśli masażysta publicznie wyzywa ludzi, poniża ich, życzy im źle albo traktuje każdego o innym zdaniu jak wroga, to ja jako klient miałbym prawo zastanowić się, czy chcę oddać mu swoje ciało pod opiekę.
Nie dlatego, że ma inne poglądy.
Tylko dlatego, że jego sposób reagowania budzi niepokój.
Bo masażysta to osoba, której powierzamy własne ciało. Często ciało obolałe, zestresowane, zmęczone, napięte albo po trudnych doświadczeniach. To przestrzeń bardzo osobista. I dlatego sama technika to czasem za mało.

Kogo omijać?

W internecie bardzo często pada zdanie: „Wiem, kogo omijać szerokim łukiem”.
Ktoś napisze swoje zdanie. Ktoś inny się oburzy. I zaraz pojawia się komentarz, że dobrze wiedzieć, do kogo nie iść.
Oczywiście każdy ma prawo wybierać specjalistę, do którego chce pójść. Jeśli ktoś czuje, że przy danej osobie nie będzie komfortowo, nie musi korzystać z jej usług.
To są zdrowe granice.
Dotyk wymaga zgody. Masaż wymaga zaufania. Jeśli klient czuje, że nie chce korzystać z usług konkretnego masażysty, ma do tego pełne prawo.
Problem pojawia się wtedy, gdy odmienny pogląd staje się jedynym sitem, przez które przepuszczamy ludzi.
Zaczynamy budować świat, w którym nie liczą się kompetencje, doświadczenie, uczciwość, podejście do pacjenta, bezpieczeństwo zabiegu czy zwykła ludzka przyzwoitość. Liczy się tylko to, czy ktoś należy do „naszego obozu”.
Czy głosuje tak jak ja.
Czy wierzy tak jak ja.
Czy mówi tak jak ja.
Czy myśli tak jak ja.
A przecież człowiek może się z nami różnić i nadal być dobrym specjalistą.
Może mieć inne poglądy i nadal być uczciwy.
Może się mylić w pewnych sprawach — tak jak i my możemy się mylić — i nadal zasługiwać na normalną rozmowę.

Gdy poglądy blokują dotyk

W czasie kampanii wyborczej sam miałem sytuację agresji słownej ze strony pani, która wcześniej była zainteresowana masażem.
Gdy dowiedziała się z social mediów, że głosuję na innego kandydata niż ona, wręcz mnie zaatakowała. Padły przykre słowa. Usłyszałem między innymi, że „taki ciemny typ” nie będzie jej dotykać.
Oczywiście do masażu nie doszło.
I wiecie co?
Z jednej strony każdy ma prawo odmówić. Jeśli ktoś czuje, że nie chce być masowany przez daną osobę — nie ma obowiązku korzystać z jej usług.
Ale z drugiej strony warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę odmienny wybór polityczny musi automatycznie przekreślać człowieka jako specjalistę?
Czy masażysta staje się gorszy w pracy z mięśniami, powięzią, bólem i napięciem tylko dlatego, że zagłosował inaczej?
Nie sądzę.
Ta sytuacja pokazała mi jednak, jak bardzo social media wpływają dziś na relacje zawodowe. Dawniej klient oceniał masażystę po kontakcie, rozmowie, podejściu, kulturze pracy i efekcie zabiegu. Dzisiaj czasem wystarczy jeden komentarz, jedna reakcja, jeden wpis i ktoś już wydaje wyrok.

Gabinet to azyl

Jeśli uważasz, że to co piszę jest dobre i warte uwagi, postaw mi kawkę 🙂 Będzie mi miło 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Gabinet masażu, a w moim przypadku także przestrzeń domowa klienta, bo pracuję mobilnie, nie powinien być ringiem politycznym.
To nie jest studio debaty.
To nie jest miejsce, w którym trzeba udowadniać, kto jest bardziej nowoczesny, konserwatywny, moralny, postępowy, wierzący, niewierzący, tolerancyjny albo oświecony.
Jako masażysta spotykam różnych ludzi.
Jedni przychodzą po ulgę w bólu. Inni po wyciszenie. Ktoś potrzebuje pracy z napięciem. Ktoś chce odpocząć po trudnym tygodniu. Ktoś inny chce przez godzinę nie musieć niczego udawać.
Dlatego w czasie wizyty najważniejszy jest klient, jego ciało, jego granice, jego potrzeby i cel zabiegu.
Nie polityka.
Nie kłótnia o Kościół.
Nie spór o wybory.
Nie przepychanka o orientację.
Nie udowadnianie sobie racji.
Czasem klienci próbują zagadywać na różne tematy. To naturalne. Jesteśmy ludźmi. Rozmowa przy masażu bywa luźna, czasem zabawna, czasem bardzo osobista.
Ale staram się nie wchodzić w trudne tematy, jeśli czuję, że nie ma do tego dobrej przestrzeni.
Jeśli kogoś znam i wiem, że potrafimy rozmawiać spokojnie, z szacunkiem — jestem otwarty na dyskusję.
Jeśli jednak czuję, że temat może pójść w stronę napięcia, wolę wrócić do masażu.
Bo człowiek na stole nie powinien czuć się przesłuchiwany, oceniany ani wciągany w spór.

Grupa to nie ring

Podobnie wygląda kwestia prowadzenia grup branżowych w social mediach.
Jeśli grupa jest o masażu, usługach masażowych, zleceniach, poleceniach i dyskusji branżowej, to naturalne jest, że administrator musi pilnować tematyki.
To nie znaczy, że zakazuje ludziom mieć poglądy.
To znaczy, że dba o porządek i sens miejsca.
Jeśli w grupie masażowej zaczniemy regularnie wpuszczać spory polityczne, religijne, światopoglądowe albo tematy zupełnie niezwiązane z masażem, to bardzo szybko z grupy branżowej zrobi się ring.
A ringów w internecie jest już wystarczająco dużo.
Podobnie było u mnie przy zakazie dodawania postów dotyczących masażu tantrycznego. Przedstawiłem argumenty, wyjaśniłem decyzję, postawiłem granicę.
I mimo tego pojawiły się wyzwiska, obrażanie, podważanie kompetencji, teksty, że nie mam wiedzy o masażu albo że powinienem iść sprzątać ulice.
I znowu — nie chodziło tylko o sam temat.
Chodziło o sposób reakcji.
Bo jeśli ktoś nie potrafi przyjąć regulaminu grupy bez obrażania administratora, to trudno nie zadać sobie pytania: jak taka osoba reaguje w pracy z klientem, kiedy klient postawi granicę, odmówi, zada trudne pytanie albo nie zgodzi się na jakąś formę zabiegu?
Masażysta, terapeuta czy osoba pracująca z ciałem powinna umieć przyjmować granice. Nie tylko swoje stawiać, ale też szanować cudze.

Mówić czy milczeć?

Nie uważam, że masażysta powinien milczeć.
Nie uważam, że mamy udawać osoby bez poglądów, bez kręgosłupa, bez wartości i bez własnego spojrzenia na świat.
Nie jesteśmy od tego, żeby wszystkim przytakiwać.
Nie jesteśmy od tego, żeby zawsze się uśmiechać, nawet kiedy ktoś przekracza nasze granice.
Nie jesteśmy od tego, żeby udawać bezbarwnych tylko dlatego, że komuś może nie spodobać się nasze zdanie.
Zwłaszcza dziś, kiedy wiele rozmów robi się miałkich, wygładzonych i takich, żeby przypadkiem nikogo nie dotknąć. Z jednej strony wszyscy mówią o wolności, z drugiej strony za inne zdanie potrafią człowieka natychmiast skreślić.
To nie jest zdrowe.
Rozmowa jest potrzebna.
Także o religii.
Także o polityce.
Także o wartościach.
Także o granicach.
Także o rzeczach niewygodnych.
Ale rozmowa to nie jest rzucanie błotem.
Rozmowa wymaga minimum pokory. Świadomości, że mogę się mylić. Że druga osoba też ma swoją historię. Że moje doświadczenie nie jest jedynym doświadczeniem na świecie.
Można mieć wyraziste poglądy i nadal umieć słuchać.
Można być człowiekiem wierzącym i szanować osobę niewierzącą.
Można być osobą niewierzącą i nie wyśmiewać czyjejś wiary.
Można mieć swoje zdanie o polityce i nie robić z drugiego człowieka potwora.
Można nie zgadzać się z czyimś stylem życia, a jednocześnie traktować tę osobę z godnością.
To nie jest słabość.
To jest dojrzałość.

Kręgosłup bez bicia

Czasem mam wrażenie, że od osób pracujących z ciałem oczekuje się wiecznego uśmiechu, miękkiego głosu, neutralności absolutnej i zgody na wszystko.
A przecież masażysta też ma granice.
Może odmówić wykonania zabiegu, jeśli coś jest niezgodne z jego zasadami, zakresem kompetencji, bezpieczeństwem albo regulaminem pracy.
Może powiedzieć: „Tego nie wykonuję”.
Może powiedzieć: „Ten temat nie pasuje do tej grupy”.
Może powiedzieć: „Nie chcę wchodzić w tę rozmowę podczas wizyty”.
Może powiedzieć: „Szanuję Pani/Pana zdanie, ale nie zgadzam się”.
Profesjonalizm nie polega na byciu „ciepłą kluchą”.
Profesjonalizm nie polega na tym, że człowiek nie ma charakteru.
Profesjonalizm nie polega na tym, że masażysta staje się przezroczysty, żeby nikomu nie przeszkadzać.
Profesjonalizm polega na tym, że nawet mając silny charakter i mocne poglądy, potrafimy zachować klasę.
Można mieć kręgosłup i nie bić nim innych po głowie.
Można powiedzieć „nie zgadzam się” bez deptania drugiego człowieka.
Można postawić granicę bez wyzwisk.
Można mieć swoje wartości bez pogardy.

Klient też wybiera

Klient ma prawo wybrać masażystę, przy którym czuje się dobrze.
Jeśli dla kogoś poglądy masażysty są bardzo ważne — ma prawo brać je pod uwagę. Szczególnie przy pracy z ciałem, gdzie poczucie bezpieczeństwa jest podstawą.
Ale warto odróżnić realne poczucie braku bezpieczeństwa od zwykłej niezgody światopoglądowej.
Bo to nie zawsze jest to samo.
Czasem ktoś naprawdę czuje, że nie będzie w stanie się rozluźnić przy osobie o zupełnie innym spojrzeniu na świat. I to trzeba uszanować.
Ale czasem działa zwykła internetowa plemienność: „nie mój obóz, więc wróg”.
A wtedy tracimy coś ważnego — zdolność spotkania drugiego człowieka.
Bo człowiek może myśleć inaczej i nadal zasługiwać na szacunek.
Może mieć inne poglądy i nadal być kompetentny.
Może wierzyć inaczej, głosować inaczej, żyć inaczej i nadal nie być naszym wrogiem.

Przed publikacją

Nie chodzi o autocenzurę.
Chodzi o odpowiedzialność.
Zanim masażysta wrzuci coś do sieci, warto zadać sobie kilka pytań:
Czy to, co piszę, jest moją opinią, czy tylko emocjonalnym wybuchem?
Czy umiem powiedzieć to samo bez obrażania ludzi?
Czy ten wpis buduje rozmowę, czy tylko dolewa benzyny do ognia?
Czy jako specjalista chcę, żeby potencjalny klient właśnie tak mnie zobaczył?
Czy za tydzień, miesiąc albo rok nadal podpiszę się pod tymi słowami?
Czy naprawdę muszę odpowiedzieć od razu?
Nie wszystko trzeba publikować natychmiast.
Czasem warto odłożyć telefon. Napić się wody. Pójść na spacer. Przespać się z tematem. Wrócić do niego z chłodniejszą głową.
Internet pamięta więcej, niż nam się wydaje.
A słowa, nawet te pisane w emocjach, potrafią potem długo chodzić za człowiekiem.

Mniej jadu

Nie wszystkim dogodzimy.
Jeśli będziemy milczeć — ktoś powie, że jesteśmy nijacy.
Jeśli powiemy swoje zdanie — ktoś się oburzy.
Jeśli postawimy granicę — ktoś nazwie nas zamkniętymi.
Jeśli dopuścimy wszystko — ktoś zapyta, dlaczego nie pilnujemy zasad.
Tak wygląda życie, szczególnie w social mediach.
Dlatego zamiast próbować zadowolić wszystkich, lepiej być uczciwym. Mieć swoje zasady. Komunikować je spokojnie. Nie uciekać od trudnych tematów, ale też nie robić z każdego profilu pola bitwy.
Masażysta może mieć poglądy.
Może mieć wiarę.
Może mieć swoje wartości.
Może mieć zdanie na temat polityki, kultury, ciała, etyki czy granic.
Ale jeśli pracuje z drugim człowiekiem, powinien pamiętać, że po drugiej stronie jest człowiek — nie etykieta, nie elektorat, nie „obóz przeciwny”, nie komentarz w internecie.
Człowiek.
A w masażu od tego wszystko się zaczyna.

Na koniec

Dla mnie ważne jest jedno: można się różnić, ale nie trzeba się niszczyć.
Można rozmawiać, ale nie trzeba wyzywać.
Można mieć poglądy, ale nie trzeba robić z nich młotka na innych.
Można być masażystą z charakterem, a jednocześnie człowiekiem, przy którym klient czuje się bezpiecznie.
I chyba właśnie tego życzyłbym nam wszystkim — masażystom, klientom, administratorom grup, komentującym i obserwującym.
Więcej rozmowy.
Mniej jadu.
Więcej granic.
Mniej pogardy.
Więcej odwagi, ale też więcej szacunku.
Bo w świecie, w którym każdy krzyczy, czasem największą siłą jest umieć powiedzieć swoje zdanie spokojnie.

Tagi: