Refleksja z dzisiejszego (18.08.2025) udziału w zatrzymaniu pijanej kierującej autem.
Może nie jest bezpośrednio o masażu, ale wydarzyło się to w drodze do domu. Na skrzyżowaniu na Bródnie w Warszawie zauważyłem kierującą Volkswagenem, która jechała zygzakiem, stwarzając realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Omal nie potrąciła motocyklisty. Przecierałem oczy ze zdumienia, obserwując jej jazdę.
Kierowca jadący przede mną zdołał na czerwonym świetle wyprzedzić ją, zablokować dalszy przejazd i zabrać kluczyki. Wcześniej, jadąc obok (droga dwupasmowa), próbował rozmawiać z kierującą i jej pasażerem. Oboje zaprzeczali, że kobieta piła; tłumaczyli zygzakowatą jazdę alergią i łzawiącymi oczami. Czerwone światło pomogło zatrzymać auto. W momencie zatrzymania pasażer uciekł, zostawiając panią samą (ach ci mężczyźni…).
Policja przyjechała po około 20–30 minutach od wezwania. Kobieta ledwo wysiadła z samochodu; o natychmiastowym badaniu alkomatem nie było mowy. Tłumaczyła funkcjonariuszom, że jest po zawale — stąd jej stan (pytanie: kto w takim stanie wsiada za kółko i rusza na ruchliwe ulice stolicy?). Po blisko godzinie czynności i mojej zgodzie na złożenie zeznań pojechałem do domu; mam otrzymać pisemne wezwanie. Kierowca, który bezpośrednio zatrzymał pojazd, udał się od razu na komendę.
Ludzie kochani — tyle mówi się o wypadkach „po alkoholu”. Gdzie odpowiedzialność za swoje czyny? Jeśli ryzykujesz własnym życiem, to twoja decyzja, ale dlaczego mają cierpieć inni — także dzieci?
Dziś uświadomiłem sobie po raz kolejny, że czuwa nade mną Opatrzność. Dużo jeżdżę po Warszawie i, dzięki Bogu, wracam do domu cały.
Apel: jeśli widzicie coś niepokojącego w zachowaniu kierowcy, nie bójcie się reagować. Od tego może zależeć życie niewinnych osób. Pamiętajcie, że polskie prawo przewiduje tzw. „zatrzymanie obywatelskie”.
Dbajmy o siebie i o bezpieczeństwo innych.
P.S. Z informacji, które otrzymałem, wynika, że kierująca miała 1,63‰ alkoholu w wydychanym powietrzu.