Masażysta – to zawód, który kojarzy się ze spokojem, zapachem olejków i kojącą muzyką, ale rzeczywistość terapeuty bywa o wiele bardziej barwna, a czasem wręcz surrealistyczna. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z masażem, nie spodziewałem się, że obok nauki anatomii i technik rozluźniania mięśni, będę musiał przejść szybki kurs asertywności i radzenia sobie z propozycjami, które z medycyną nie mają nic wspólnego. Początkowo byłem przerażony skalą tego zjawiska, bo niemal codziennie stykałem się z pytaniami, które wprawiały mnie w osłupienie. Dzisiaj patrzę na to z dystansem, ale droga do tego miejsca była pełna sytuacji, które pokazują, jak bardzo zseksualizowane jest postrzeganie dotyku w naszym społeczeństwie.
Granica między terapią a fantazją
Wielu ludzi wciąż postrzega masaż przez pryzmat erotyki, co jest smutnym pokłosiem lat, w których ten zawód bywał przykrywką dla innych usług. Jednym z najbardziej nadużywanych pojęć w naszej branży jest „masaż relaksacyjny”. Dla wielu osób to hasło stało się swoistym kodem, pod którym próbują przemycić oczekiwania erotyczne. Warto uściślić raz na zawsze: profesjonalny masaż relaksacyjny to technika mająca na celu wyciszenie układu nerwowego, obniżenie poziomu kortyzolu i rozluźnienie napięć mięśniowych. Nie ma on nic wspólnego z usługami seksualnymi. Często dostawałem telefony, które zaczynały się niewinnie, by nagle zboczyć na bardzo dziwne tory. Pamiętam pana, który zadzwonił z pytaniem, czy masuję męskie jajeczka. Moja odpowiedź była krótka i żartobliwa: „dzisiaj masuję tylko damskie”, co ucięło temat, ale dało mi do myślenia.
Pułapka skojarzeń i medyczny kamuflaż
Nieraz spotykam się z brakiem szacunku do terapeuty, który objawia się w najbardziej niespodziewanych momentach. Panowie, którzy niby mają żony, dzwonią i proszą o pełną dyskrecję oraz wymasowanie „wszystkiego”, najlepiej z „happy endem”. Jeśli ktoś od początku zaczyna rozmowę od tajemnic i „dodatków”, to musimy sobie powiedzieć wprost: on nie szuka masażu, on szuka pretekstu. Podobny problem dotyczy masażu prostaty. W medycynie taka procedura oczywiście istnieje i jest realnym zabiegiem leczniczym, a nie fanaberią. Jednak w moich rozmowach rzadko chodziło o zdrowie. Często był to tylko kamuflaż – pytanie o coś, co miało brzmieć profesjonalnie, a w rzeczywistości było tylko próbą wybielenia erotycznej intencji. To klasyczne „ja tylko pytam o masaż…”, za którym kryje się zupełnie inne oczekiwanie.
Kiedy wyobraźnia nie zna granic
Zdarzały się też historie, które brzmią jak scenariusz kiepskiego filmu. Pewien pan, widząc moje zdjęcie profilowe (popiersie), uznał na podstawie swojej intuicji, że z pewnością mam duże przyrodzenie i to właśnie dlatego chce się zapisać na masaż. Inny dzwonił z ofertą godną niemoralnej propozycji – chciał, abym przy nim wymasował jego żonę, a następnie przy nim uprawiał z nią seks, oczywiście za bardzo sowitą dopłatą. Szczytem absurdu była jednak propozycja od pani dominy, która szukała wspólnika. Uznała, że skoro ból przy uciskaniu punktów spustowych bywa intensywny, to idealnie nadałbym się do sesji dla jej klientów, którzy lubią cierpienie. Jednak najdziwniejszą prośbą, jaka padła, było podduszanie w trakcie masażu. To był ten jeden jedyny raz, kiedy mój profesjonalizm przegrał z naturą i po prostu wybuchnąłem śmiechem do słuchawki, nie będąc w stanie uwierzyć w to, co słyszę.
Edukacja kontra seksualizacja dotyku
W tym kontekście bardzo ciekawe historie mogliby opowiedzieć masażyści tantryczni. Choć sama tantra jest głęboką, starożytną praktyką pracy z energią i świadomością, dla osób nieznających tematu często kojarzy się wyłącznie z jednym. To pokazuje, jak bardzo jako społeczeństwo potrzebujemy edukacji. Zamiast widzieć w masażu narzędzie do regeneracji organizmu, wielu ludzi widzi w nim jedynie narzędzie do zaspokajania instynktów. Widać to nawet w wiadomościach z fejkowych kont, gdzie „pani” (piszącą z konta swojego chłopaka) szczegółowo wypytywała o masaż sutków i możliwość osiągnięcia orgazmu, by na końcu zadać rozbrajające pytanie: „czy podczas masażu biustu mogę być w staniku?”. Ta sprzeczność między skrajną erotyzacją a nagłym atakiem wstydliwości jest fascynująca z punktu widzenia psychologii, ale męcząca w codziennej pracy.
Twoje granice są święte
Dla każdego, kto zaczyna swoją drogę jako masażysta, mam jedną radę: Twoje granice są święte. Masz prawo je postawić bez tłumaczenia się i bez obawy, że komuś będzie przykro. Nauczyłem się odpowiadać spokojnie, krótko i konkretnie. Jeśli ktoś idzie w stronę erotyki – kończę rozmowę. Jeśli podczas masażu dzieje się coś nieakceptowalnego – przerywam pracę. Kropka. Na kursach nikt nie uczy nas, że umiejętność odmawiania jest tak samo ważna, jak technika masażu. Przekierowanie komunikacji na masaże stricte medyczne oraz twarda zasada nieodbierania numerów zastrzeżonych zdziałały u mnie cuda.
Dlaczego warto przez to przebrnąć
Mimo tych wszystkich dziwnych sytuacji, ani przez chwilę nie żałowałem swojej decyzji o zostaniu masażystą. Warto przez to przebrnąć i nie dać sobie wejść na głowę, bo po drugiej stronie są ci normalni ludzie: z realnym bólem pleców, z rwą kulszową czy ogromnym stresem. To dla nich codziennie otwieram gabinet. Możliwość realnej pomocy osobie, która przez ból nie mogła spać, daje ogromną satysfakcję, która całkowicie przykrywa te kilka absurdalnych rozmów telefonicznych. Masaż to piękna sztuka leczenia i cieszę się, że mogę być częścią tej drogi, przywracając ciału sprawność, a pacjentom uśmiech.