Często pytacie mnie przed zabiegiem, czasem już w trakcie: „Lubisz chyba masować?”
Odpowiadam wtedy od razu, bez udawania skromności: „Tak, wręcz uwielbiam.”
Bo naprawdę to czuję. Kiedy masuję, mam wrażenie, że realizuję swoje powołanie. Robię swoją misję najlepiej jak potrafię — spokojnie, uważnie, z sercem i z głową. I najbardziej lubię ten moment po wszystkim, kiedy wstajecie ze stołu, prostujecie plecy, łapiecie ten pierwszy „lżejszy” oddech i mówicie z promiennym uśmiechem: „Dziękuję, jest mi lepiej.”
To jest ten rodzaj „dziękuję”, który zostaje we mnie na długo. A kiedy potem jeszcze ktoś napisze opinię w Internecie, albo słyszę: „jestem z polecenia” — to ja mam w środku takie ciepłe: okej, to ma sens, to działa, to jest potrzebne.
I przy okazji powiem coś, co może kogoś zdziwi: gdy słyszę „jestem z polecenia”, najczęściej nie dopytuję, kto polecał i co ta osoba robi, czym się zajmuje, jaki ma status i tak dalej. Celowo. Bo nie chcę od razu nakładać etykietek. Nie chcę szufladkować. Wolę wejść w spotkanie z czystą kartą — wtedy lepiej mi się pracuje. Widzę człowieka, nie „kogoś od tego i tego”.
I właśnie to skojarzyło mi się z tekstem, który ostatnio przeczytałem i… serio, zatrzymał mnie na dłużej.
Tekst Martyny, który mnie zatrzymał
Bardzo spodobał mi się wpis Martyny Różalskiej zaczynający się od słów „Ty widzisz… Ja widzę…”. Dla mnie to jest tekst, który w idealny sposób pokazuje, jak masażysta powinien patrzeć na osobę potrzebującą. Nie jak na „plecy do zrobienia” czy „kark do rozluźnienia”, tylko jak na człowieka, który niesie swoją historię — często wprost w ciele.
Autorką tego wpisu jest Martyna Różalska. Martyno, dziękuję Ci za zgodę na publikację tekstu i możliwość odniesienia się do niego tutaj. Oryginał znajdziesz tutaj: link do wpisu Martyny na Facebooku.
Poniżej przytaczam cały wpis:
Ty widzisz masaż pleców
Ja widzę górnika i jego ciężką fizyczną pracę
Ty widzisz masaż twarzy i głowy
Ja widzę młodą dziewczynę której od migreny głowa pęka kilka razy w miesiącu
Ty widzisz akupunkturę
Ja widzę ciało które czuje mniej bólu
Ty widzisz masaż dotyk motyla
Ja widzę dużo wdzięczności, szczęścia i poczucia dopełnienia spotkania
Ty widzisz masaż relaksacyjny
Ja widzę kobietę która że stresu ma problem ze snem
Ty widzisz masaż lomi
Ja widzę kobietę po chorobie nowotworowej która w końcu dostała pozwolenie od lekarza na pracę z ciałem
Ty widzisz relaksację
Ja widzę ludzi którzy nie wiedzą jak odpoczywać, regenerować ciało, nie wiedzą od czego zacząć
Ty widzisz masaż balijski
Ja widzę i czuję setki ludzkich historii
Historie te bywają czasem trudne jak depresja, próba samobójcza, molestowanie, śmierć, żałoba, strata bliskiej osoby, poronienie, rozstanie, wypadki i choroby
Ale także historie niezwykłe i wyjątkowe jak celebrowanie zarobionego pierwszego miliona, urodziny, rocznice, narodziny dziecka, awans
A czasem jest to najzwyklejsza potrzeba relaksu i odprężenia…
Nawet gdy czytasz te wszystkie hasła o przyjemności, relaksie, bólu czy dolegliwościach
Ja widzę ludzi, ich ciała, te wszystkie historie.
Kiedy to czytałem, miałem w głowie jedno: dokładnie tak.
Wspólny mianownik: szacunek
Jeśli miałbym wyciągnąć z tego jeden wspólny mianownik, to jest nim to zdanie, które noszę w sobie od dawna, a ten wpis pięknie mi je przypomniał:
Masażysta powinien patrzeć na drugą osobę z szacunkiem takim, jakim by chciał, żeby go traktowano.
Szacunek w mojej pracy nie jest ozdobą. To jest fundament. To jest sposób, w jaki pytam, dotykam, tłumaczę i milknę, kiedy trzeba. To też jest sposób, w jaki słucham. Bo czasem człowiek przychodzi „tylko na masaż”, a tak naprawdę przychodzi, bo od miesięcy jedzie na oparach i już nie wie, gdzie kończy się ból ciała, a zaczyna zmęczenie głowy.
I tu dochodzimy do rzeczy, o której mało się mówi, a ona jest mega ważna: ciało pamięta. Nie w magicznym sensie, tylko w bardzo konkretnym, ludzkim.
Ty widzisz zabieg. Ja widzę układ nerwowy
W psychologii (i w praktyce życia) jest coś takiego jak tryb „alarmu”. Stres, tempo, presja, brak snu, odpowiedzialność — to wszystko potrafi ustawić człowieka w stanie ciągłej gotowości. Układ nerwowy działa jakby cały czas ktoś stał za rogiem. I nawet jeśli rozum mówi „jest okej”, to ciało często robi swoje: barki idą do góry, szczęka się zaciska, oddech robi się płytszy, kark twardnieje, brzuch się napina.
To nie jest „widzimisię”. To jest biologia. Kiedy organizm długo siedzi w napięciu, mięśnie potrafią trzymać jakby „na wszelki wypadek”. A jak trzymają długo, to zaczyna boleć. Czasem przewlekle, czasem falami, czasem tak, że człowiek już nawet nie pamięta, jak to jest rozluźnić ramiona bez świadomego wysiłku.
I wtedy masaż nie jest tylko „przyjemny”. On bywa jak komunikat dla ciała: już możesz. Możesz puścić. Możesz odetchnąć. Możesz na chwilę przestać się bronić.
Ty widzisz plecy. Ja widzę mapę historii w anatomii
Ty widzisz plecy. Ja widzę to, co one dźwigają. I to dosłownie.
Widzę mięsień czworoboczny, który często pracuje za dwóch, bo człowiek „nosi stres na barkach” nie tylko w przenośni. Widzę dźwigacz łopatki i kark, które lubią się buntować po godzinach przy komputerze. Widzę prostowniki grzbietu, które potrafią być zmęczone samym utrzymywaniem postawy i życia „w napięciu”. Widzę biodro, pośladek i tył uda — miejsca, które przy rwie kulszowej czy promieniowaniu potrafią być jak zaciśnięta pięść. Widzę przeponę i oddech, bo bez oddechu nie ma prawdziwego rozluźnienia, nawet jeśli ręce robią robotę.
I dlatego ja często pytam: jak się czujesz? Co chcesz osiągnąć przez masaż? Ulga w bólu? Lepszy sen? Spokojniejsza głowa? Mniej napięcia w karku? Więcej lekkości w nogach?
Bo masaż to nie jest „jeden ruch dla wszystkich”. To jest dopasowanie. Do ciała, do dnia, do tego, co w Tobie jest teraz.
„Masażyk” — słowo małe, a potrzeba duża
Powiem wprost: potrafi mnie denerwować, gdy ktoś mówi „zrobi mi pan masażyk?”. Wiem, że często to jest z niewiedzy. Że to mówią osoby, które nigdy nie korzystały z masażu i próbują jakoś to umniejszyć, oswoić, podejść z dystansem.
Tylko że dla mnie to nie jest drobiazg. Bo ja nie widzę „masażyków”. Ja widzę ludzi, ich ciała i historie, które te ciała noszą.
Masaż to nie jest tylko ugniatanie, oklepywanie czy techniki „żeby było mocniej”. Masaż to odniesienie się do Twojego życia — przeszłego i teraźniejszego — bo ono naprawdę zostawia ślady w napięciu, w oddechu, w postawie, w tym, jak się poruszasz i jak śpisz.
Ty widzisz ciszę. Ja widzę zaufanie
Często w trakcie masażu opowiadacie mi swoje historie. O sukcesach i o problemach. O domu i pracy. O tym, że „wszystko mnie przytłacza”. Albo o tym, że pierwszy raz od dawna ktoś Was dotyka normalnie, z szacunkiem, bez oceniania.
Szczególnie osoby starsze potrafią wejść w opowieści, które na pierwszy rzut oka „nie mają związku” z masażem. „A wie pan, w latach 40…”. Ktoś by mógł powiedzieć: „po co to?”. A ja to lubię, bo wiem, że to znaczy: ufasz mi. A zaufanie w mojej pracy jest jak klucz. Bez niego dotyk jest tylko dotykiem. Z nim — dotyk staje się czymś, co może realnie pomóc.
I piękne jest też to, że Wy czasem pytacie mnie: czy jestem zmęczony, czy mam siłę, jak sobie radzę. To jest ludzkie. I ja to doceniam. Bo wiecie, komu oddajecie swoje ciało. A ja pamiętam, że masaż działa nie tylko na mięśnie, ale też na psychikę — na poczucie bezpieczeństwa, na napięcie, na spokój.
Na koniec: ja nie pracuję na „przypadku”. Ja pracuję na człowieku
Dlatego właśnie chcę mieć czystą kartę. Nie interesuje mnie, kim jesteś w sensie etykietki. Interesuje mnie, jak się masz. Co Cię boli. Co Cię męczy. Czego potrzebujesz. Co Twoje ciało próbuje mi powiedzieć.
I wrócę jeszcze raz do tego, co dla mnie jest sednem — tego wpisu Martyny i mojego patrzenia na masaż:
Masażysta powinien patrzeć na drugą osobę z szacunkiem takim, jakim by chciał, żeby go traktowano.
Bo masaż to często coś więcej niż usługa.
To spotkanie.
To ulga.
To chwila, w której ciało może wreszcie powiedzieć: dobra… już nie muszę trzymać wszystkiego sam.
Jeśli czytając to, masz w sobie myśl „kurczę, to o mnie” — to wiedz, że nie musisz przychodzić z idealnym powodem. Czasem wystarczy jeden: chcę poczuć się lepiej. A od tego już da się zacząć. Jeśli wygodniej Ci u siebie w domu, zapraszam na mobilny masaż z dojazdem — rezerwację zrobisz online tutaj.