Ergonomia to mądre słowo na bardzo prostą rzecz: jak ustawić swoje ciało, miejsce pracy i nawyki tak, żeby się nie zajechać. Żeby ręce, kręgosłup i głowa wytrzymały nie tydzień, nie miesiąc, tylko lata pracy z ludźmi.
W masażu ergonomia to połączenie biomechaniki, anatomii i psychologii. Brzmi naukowo, ale chodzi o to, jak się ustawiasz przy stole, jak używasz swojego ciała, jak dbasz o mięśnie, stawy i… własną psychikę. Bo masażysta, który pomaga innym kosztem siebie, prędzej czy później za to zapłaci.
Masażysta – chętnie pomaga wszystkim, ale… zapomina o sobie
Większość z nas ma podobnie: chcemy ulżyć w bólu, rozluźnić napięcia, „uratować” czyjeś plecy, kark, głowę. Często jesteśmy ostatnią deską ratunku po latach siedzenia przy biurku czy jeżdżenia autem.
I w tym całym pomaganiu bardzo łatwo wejść w tryb: „jakoś wytrzymam”, „byle dokończyć”, „klient ważniejszy ode mnie”.
Problem w tym, że nasze ciało nie jest z tytanu. Nadgarstki, dłonie, barki, odcinek lędźwiowy i szyjny to nie są części wymienne. Anatomia jest bezlitosna: jeśli dzień w dzień dociążasz te same struktury, w nieprawidłowych ustawieniach, bez regeneracji – one się po prostu zużyją.
A masażysta, który nie dba o siebie fizycznie i psychicznie, wykończy się szybciej, niż myśli.
Biomechanika w praktyce – jak ustawić ciało przy stole
Biomechanika to nauka o tym, jak działa ciało w ruchu. W naszej pracy to naprawdę praktyczna sprawa.
Dobre ustawienie przy stole to nie jest fanaberia, tylko profilaktyka kontuzji. W praktyce oznacza to między innymi:
– kręgosłup możliwie jak najczęściej w pozycji neutralnej, a nie ciągle zgięty w łuk nad pacjentem
– używanie ciężaru własnego ciała, zamiast „wyciskania” wszystkiego z samych dłoni i nadgarstków
– praca z ugiętymi kolanami, lekkim wykrokiem, zamiast garbienia się na prostych nogach
– odpowiednia wysokość stołu – ani za wysoka, ani za niska, tylko dopasowana do Twojego wzrostu i rodzaju technik
Kiedy pracujesz z ciałem klienta, tak naprawdę pracujesz też swoim ciałem. Jeśli robisz to na siłę, na zaciśniętych zębach, z bólem w plecach – to nie jest heroizm. To jest droga do przewlekłego bólu, zapalenia stawów, przeciążeń ścięgien.
Anatomia masażysty – te miejsca cierpią najbardziej
My zawsze patrzymy na anatomię pacjenta, a warto czasem spojrzeć na własną.
Najczęściej u masażystów cierpią:
– nadgarstki i dłonie – przeciążone uciskiem, pracą w zgięciu, powtarzalnymi ruchami
– łokcie i barki – kiedy kompensujemy brak siły w tułowiu i nogach
– odcinek lędźwiowy – gdy pochylamy się z pleców, zamiast pracować z nóg
– odcinek szyjny – gdy cały czas zadzieramy lub opuszczamy głowę patrząc w dół
To nie są „bólki”, które można wiecznie zbywać. To sygnały ostrzegawcze. Anatomia nie kłamie – jeśli ciało krzyczy, znaczy, że coś robisz nie tak.
A głowa? Psychika masażysty też ma swoje granice
Psychologia w pracy masażysty jest równie ważna, jak technika. Jesteśmy blisko ludzi, dotykamy ich, czasem słuchamy bardzo osobistych historii. Często przyciągamy osoby w kryzysie, po traumach, z przewlekłym bólem.
Jeśli nie zadbasz o swoją psychikę, możesz:
– zabierać emocje klientów do domu
– czuć się odpowiedzialny za „naprawienie” każdego za wszelką cenę
– mieć wyrzuty sumienia, kiedy odmawiasz lub skracasz dzień pracy
– z czasem wpaść w wypalenie, złość, frustrację albo obojętność
A pacjent to wyczuje. Wchodząc do gabinetu albo zapraszając Cię do domu, czuje, czy jesteś obecny, spokojny, skupiony, czy tylko „odhaczasz” kolejny masaż, bo Cię wszystko boli i marzysz, żeby usiąść.
Jeśli masażysta najpierw nie zadba o siebie, to nie pomoże drugiej osobie skutecznie. Bo w trakcie masażu zamiast czuć ciało klienta, będzie myślał o swoich niedogodnościach. A pacjent naprawdę to wyczuje – w jakości dotyku, w energii, w tym, jak prowadzisz spotkanie.
Dbanie o siebie to nie słabość
W naszej branży łatwo wpaść w schemat: „Prawdziwy masażysta nie narzeka, dociśnie, wytrzyma, da radę”.
Tylko że dbanie o siebie to nie jest słabość. To dojrzałość.
Silny masażysta to nie ten, który bierze 8 klientów dziennie przez tydzień, a potem tydzień chodzi jak zombie. Silny masażysta to ten, który potrafi powiedzieć „dość”, „na dziś wystarczy”, „muszę zrobić przerwę”.
Chwila zadbania o siebie może przynieść długotrwałe efekty. Pięć minut rozciągania między zabiegami to mniejszy ból pleców za rok. Jeden dzień wolny w tygodniu to więcej siły na cały miesiąc. Jedna sesja własnego masażu raz na jakiś czas może uratować Twoje barki albo lędźwie.
Co może być odskocznią dla masażysty?
Odskocznia to nie luksus, tylko element higieny pracy. Dla jednego będzie to sport, dla innego cisza i spacer, dla kogoś innego spotkanie ze znajomymi. Ważne, żebyś miał coś, co nie jest masażem, ciałem, ani pomocą innym.
To może być:
spacer po lesie lub po mieście bez telefonu w ręku
pływanie, joga, rozciąganie – ale bardziej dla siebie, niż „pod pracę”
własny masaż, fizjoterapia, sauna
książka, serial, hobby zupełnie niezwiązane z zawodem
chwila totalnej ciszy, kawa w spokoju, świadome nicnierobienie
Odskocznia resetuje głowę. Pozwala wrócić do pracy z czystą energią, a nie na oparach.
Moja historia – kiedy ciało powiedziało „stop”
Sam jako masażysta na początku swojej drogi masażowej mało zwracałem uwagę na ergonomię pracy. Bardziej myślałem o tym, żeby klient wyszedł zadowolony, rozluźniony, niż o tym, jak ja się czuję po całym dniu.
Często pracowałem zbyt nisko ustawionym stołem, pochylony, na prostych nogach, dużo „cisnąłem” z nadgarstków i dłoni, zamiast pracować całym ciałem. No i oczywiście – za mało przerw, mało rozciągania, mało regeneracji.
Gdy odezwały się bóle nadgarstków, dłoni, lędźwi, szybko przypomniałem sobie o tym, że muszę zacząć dbać o siebie. To ciało mnie zatrzymało i powiedziało wprost: albo zmienisz sposób pracy, albo długo tak nie pociągniesz.
Zacząłem więc bardziej świadomie ustawiać stół, pilnować pozycji kręgosłupa, uczyć się pracować ciężarem ciała, a nie tylko siłą rąk. Wprowadziłem rozciąganie, krótkie przerwy, więcej snu. I naprawdę odczułem różnicę – nie tylko w swoim komforcie, ale też w jakości masażu.
Bo kiedy mnie nie boli, mogę być w stu procentach z pacjentem.
Dobry masażysta dba o siebie
Dla mnie dobry masażysta to nie tylko ktoś, kto zna techniki i ma „mocne ręce”. To ktoś, kto:
zna swoje ciało i jego granice
szanuje swoje stawy, mięśnie, kręgosłup
dba o swoją psychikę, emocje i odpoczynek
nie wstydzi się poprosić o pomoc czy sam pójść na masaż
To nie jest egoizm. To inwestycja w jakość pracy i w zdrowie tych, którym pomagamy.
Na koniec chcę powiedzieć coś wprost, bez owijania:
Masażyści dbajcie o siebie, bo ręce macie jedne.
Jeśli jesteś ciekawa/y jak dbam o swoje ręce kliknij tutaj.