Piszę ten tekst jako masażysta, który naprawdę lubi swoją pracę i ludzi. Lubię pomagać, słuchać, widzieć, jak po masażu ktoś wstaje z lżejszym ciałem i spokojniejszą głową. Ale czasem zdarza się ten trudny moment, kiedy zamiast „proszę się położyć na stole”, muszę powiedzieć: „niestety dziś nie wykonam masażu”.
I to jest ten moment, w którym w głowie klienta często pojawia się myśl: „nie chce mu się”, „pewnie mnie nie lubi”, „może coś ze mną jest nie tak”. A prawda jest zwykle zupełnie inna: odmawiam właśnie dlatego, że traktuję tę osobę poważnie i nie chcę jej zaszkodzić.
Ten wpis jest właśnie o tym: kiedy masażysta może, a wręcz powinien odmówić, na czym to się opiera w prawie i medycynie oraz jak powiedzieć „nie”, żeby klient nie poczuł się obrażony czy odrzucony.
Małe zastrzeżenie: to, co czytasz, nie jest poradą prawną ani lekarską. To spojrzenie praktykującego masażysty, oparte o przepisy, wiedzę medyczną i doświadczenie z pracy z ludźmi.
Czy w ogóle mam prawo odmówić?
Tak – masażysta ma prawo odmówić wykonania masażu. I nie wynika to z humoru, lenistwa czy sympatii/antypatii, tylko z kilku prostych zasad.
Po pierwsze, w polskim prawie funkcjonuje zasada tzw. swobody umów. W skrócie oznacza to, że dwie strony – klient i usługodawca – mogą zdecydować, czy chcą zawrzeć umowę, czyli w naszym przypadku: czy dojdzie do zabiegu. Skoro masaż jest usługą, mam prawo jej nie przyjąć, jeśli widzę, że mogłaby zaszkodzić albo nie jestem w stanie wykonać jej bezpiecznie i profesjonalnie.
Po drugie, istnieje coś takiego jak aktualna wiedza medyczna. Ustawa o prawach pacjenta mówi wprost, że świadczenia zdrowotne powinny być udzielane zgodnie z tą wiedzą. Masaż, szczególnie wykonywany w celu zmniejszenia bólu, poprawy funkcji ciała, wsparcia w chorobie, bardzo często wchodzi w obszar świadczeń zdrowotnych. Jeśli wiem, że w danej sytuacji masaż jest przeciwwskazany, to jego wykonanie byłoby działaniem wbrew tej zasadzie.
Po trzecie, nie wolno dyskryminować. Nie mogę odmówić komuś zabiegu dlatego, że jest kobietą lub mężczyzną, ma określoną orientację, jest starszy, ma niepełnosprawność czy wygląda inaczej niż przeciętny klient z reklamy. Odmowa musi być związana z bezpieczeństwem, medycyną, warunkami pracy, etyką – a nie z uprzedzeniami.
Podsumowując: odmowa jest prawem masażysty, ale musi być uczciwie uzasadniona i oparta na realnych powodach.
Kiedy masaż może zaszkodzić?
Najbardziej oczywista sytuacja: odmawiam, bo widzę lub podejrzewam, że masaż może pogorszyć stan zdrowia klienta.
Wyobraź sobie osobę, która przychodzi na masaż z wysoką gorączką, dreszczami i wyraźnie „rozbitą” infekcją. W takiej sytuacji masaż, zamiast pomóc, może dodatkowo pobudzić krążenie, obciążyć organizm, nasilić objawy. Zamiast przyjemnego relaksu można skończyć z zaostrzeniem choroby.
Podobnie jest w przypadku poważnych chorób serca i układu krążenia, niektórych zaburzeń krzepliwości krwi, świeżych zakrzepów, świeżego zawału czy udaru. W takich sytuacjach nieodpowiednio dobrany masaż może po prostu zwiększyć ryzyko powikłań. Czasem wchodzi w grę nowotwór w trakcie leczenia – tu także bez zgody lekarza prowadzącego lepiej jest odpuścić, niż masować „na czuja”.
Są też przeciwwskazania miejscowe. Kiedy widzę otwartą ranę, świeże oparzenie, ropną zmianę skórną czy ostre zapalenie żył, wiem, że tego miejsca po prostu nie dotykam. Mogę wymasować inne partie ciała, mogę zmodyfikować zabieg, ale nie udaję, że „nic się nie dzieje”. Czasem klient słyszy ode mnie:
„Tego fragmentu dziś nie ruszamy, skupimy się na reszcie ciała, tak żeby Pani/Panu pomóc, ale nie zaszkodzić”.
Coraz częściej w materiałach dla masażystów pojawia się też coś takiego jak „brak zlecenia lub zgody lekarza” w bardziej skomplikowanych przypadkach: po poważnych zabiegach, w trakcie leczenia onkologicznego, przy ciężkich chorobach przewlekłych. To nie jest wymysł – to sposób na to, by pracować wspólnie z lekarzem, a nie obok niego.
Bezpieczeństwo, granice i warunki – nie tylko medycyna
Odmowa masażu nie zawsze wynika z choroby. Czasem chodzi o zwyczajne bezpieczeństwo i szacunek – zarówno do klienta, jak i do siebie.
Zdarza się, że ktoś przychodzi wyraźnie pod wpływem alkoholu czy innych substancji. Wtedy mam dwie duże obawy: po pierwsze, reakcja organizmu na masaż może być nieprzewidywalna, po drugie, taka osoba ma często słabszą kontrolę nad zachowaniem. To nie jest dobre środowisko do pracy z ciałem. W takiej sytuacji spokojnie tłumaczę, że nie wykonam zabiegu i proponuję przełożenie wizyty na inny dzień.
Bywają też sytuacje, kiedy pojawiają się sugestie o charakterze seksualnym. Dla mnie jako masażysty to jasny sygnał: kończymy. Pracuję terapeutycznie, nie erotycznie. Mam prawo, a wręcz obowiązek przerwać, kiedy ktoś próbuje przekraczać granice. I nie muszę się za to tłumaczyć godzinami – wystarczy proste, spokojne: „Takich usług nie wykonuję, kończymy wizytę”.
Zdarza się również, że warunki w domu klienta uniemożliwiają bezpieczną pracę. Brak miejsca na stół, bardzo śliskie podłoże, brak możliwości zapewnienia intymności, skrajnie złe warunki higieniczne – to wszystko są realne powody, żeby powiedzieć: „w takich warunkach nie podejmę zabiegu, bo nie jestem w stanie zadbać o bezpieczeństwo”. Czasem da się to rozwiązać – przestawieniem mebli, wybraniem innego pokoju, ustaleniem wizyty w innym miejscu. Ale czasem po prostu się nie da i to też trzeba umieć powiedzieć.
Zdarzają się wreszcie oczekiwania, które wykraczają poza moje kompetencje. Ktoś chce, żebym „nastawił mu kręgosłup” jak chiropraktyk albo wykonał konkretną, bardzo zaawansowaną technikę, której po prostu nie mam w swoim warsztacie. Wtedy uczciwiej jest powiedzieć: „To już zakres pracy lekarza / fizjoterapeuty, tego nie robię. Mogę zaproponować inne formy pracy z ciałem, ale nie tę”.
Klauzula sumienia – czy masażysta może się na nią powołać?
W polskiej dyskusji publicznej co jakiś czas wraca temat tzw. klauzuli sumienia. Warto to uporządkować, bo łatwo tu o skróty.
W przepisach wyraźnie zapisano możliwość odmowy świadczenia niezgodnego z sumieniem dla lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych, i to też nie w każdej sytuacji, tylko na określonych zasadach. Muszą oni m.in. zadbać o to, by pacjent dowiedział się, gdzie może takie świadczenie uzyskać, a w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia nie mogą odmówić w ogóle.
Masażysta w tym katalogu się nie pojawia. To znaczy, że formalnie nie mam w ustawie „klauzuli sumienia masażysty”, którą mógłbym wymachiwać jak paragrafem.
Czy to znaczy, że muszę robić wszystko, o co ktoś mnie poprosi? Oczywiście, że nie.
Po pierwsze, jako człowiek mam prawo do własnych przekonań i do odmowy udziału w sytuacjach, które są sprzeczne z moją etyką czy poczuciem bezpieczeństwa. Po drugie, jako usługodawca, w granicach prawa, nie muszę przyjmować każdego zlecenia. Po trzecie – i to ważne – zawsze mogę powiedzieć, że dany zabieg jest niezgodny z aktualną wiedzą medyczną, wykracza poza moje kompetencje albo narusza zasady, według których pracuję.
Dlatego w praktyce rzadko mówię o „klauzuli sumienia”. Zamiast tego mówię: „nie wykonam tego zabiegu, bo jest on niezgodny z zasadami mojej pracy i z tym, co uważam za bezpieczne dla Pani/Pana”. To jest prostsze, uczciwsze i mniej konfliktowe niż wchodzenie w spory światopoglądowe.
Dlaczego proszę o zaświadczenie od lekarza?
Bardzo często robię tak: przychodzi do mnie osoba po poważnym zabiegu, w trakcie leczenia onkologicznego, z bardzo złożoną historią chorób. Widzę, że masaż mógłby pomóc, ale jednocześnie wiem, że pewne rzeczy mogą być ryzykowne. Zamiast udawać, że „wiem najlepiej”, mówię wprost:
„Proszę porozmawiać z lekarzem prowadzącym i poprosić o krótką informację, że nie ma przeciwwskazań do masażu. Kiedy będzie Pani/Pan miała taką zgodę, z przyjemnością umówię zabieg”.
Ta praktyka ma konkretny cel. Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo. Lekarz zna wyniki badań, leki, przebieg choroby. Ja widzę ciało i słyszę opowieść klienta, ale nie widzę karty informacyjnej ze szpitala ani całej dokumentacji.
Drugi cel to jasne podzielenie odpowiedzialności. Nie przerzucam wszystkiego na lekarza, bo nadal muszę pracować mądrze i ostrożnie, ale nie działam też zupełnie „w ciemno”. Mam informację, że w danym stanie zdrowia masaż jest możliwy.
I od razu ważna rzecz: nawet jeśli klient przyniesie zaświadczenie, że „nie ma przeciwwskazań do masażu”, nadal mogę odmówić, jeśli czuję, że nie jestem w stanie wykonać zabiegu bezpiecznie albo nie mam odpowiednich kompetencji. To zaświadczenie nie jest nakazem czy wyrokiem. To pomoc, wskazówka, element współpracy między lekarzem a masażystą.
Jak powiedzieć „nie”, żeby nie brzmiało jak „nie chce mi się”?
Najtrudniejsza część to sama rozmowa. Niby proste zdanie: „nie wykonam dziś masażu”, a w praktyce dla wielu osób bardzo obciążające emocjonalnie. Z mojego doświadczenia wynika, że pomaga jeden prosty schemat: najpierw wyjaśnienie, potem odmowa, na końcu propozycja.
Wyobraź sobie, że przychodzi do mnie pani kilka dni po zabiegu w szpitalu, z opowieścią o poważnej chorobie. Widzę, że bardzo chce masażu, bo bolą ją plecy, czuje napięcie, jest zmęczona. Mówię wtedy mniej więcej tak:
„Widzę, że ma Pani za sobą poważny zabieg i cały organizm jest jeszcze w trakcie dochodzenia do siebie. W takiej sytuacji część technik, którymi pracuję, mogłaby Pani po prostu zaszkodzić, na przykład zwiększyć ryzyko powikłań. Dlatego dziś nie wykonam masażu. Chciałbym, żeby skonsultowała Pani tę kwestię ze swoim lekarzem prowadzącym i zapytała wprost o możliwość masażu. Jeśli lekarz napisze, że nie widzi przeciwwskazań, proszę do mnie zadzwonić – umówimy termin”.
Kiedy przychodzi ktoś z wyraźną infekcją, gorączką, kaszlem, mówię:
„Słyszę, że jest Pani/Pan chory, jest kaszel, podwyższona temperatura. Przy takich objawach masaż jest przeciwwskazany, bo może nasilić chorobę. Dzisiaj nie wymasuję Pani/Pana, ale po wyzdrowieniu zapraszam, wtedy masaż będzie bezpieczny i przyniesie więcej pożytku”.
Przy przekraczaniu granic, erotyzowaniu wizyty bywam bardzo konkretny:
„Pracuję wyłącznie terapeutycznie. Ten rodzaj propozycji jest sprzeczny z zasadami mojej pracy, dlatego nie wykonam masażu i musimy zakończyć wizytę”.
Przy braku warunków w domu:
„Żeby masaż był dla Pani/Pana bezpieczny, potrzebuję stabilnego miejsca na stół i odrobiny przestrzeni. W obecnych warunkach nie jestem w stanie tego zapewnić, dlatego dziś nie wykonam zabiegu. Jeśli możemy przearanżować pokój albo znaleźć inne miejsce, chętnie do Pani/Pana wrócę”.
W każdej z tych sytuacji staram się jasno powiedzieć, że nie odmawiam człowiekowi, tylko konkretnemu zabiegowi w konkretnym momencie. Często dodaję też coś w stylu:
„Uwierz mi, dla mnie byłoby wygodniej po prostu wykonać masaż i wziąć pieniądze. Ale w tej sytuacji byłoby to, moim zdaniem, nieodpowiedzialne. Wolę odmówić, niż zrobić coś wbrew wiedzy medycznej i ryzykować Twoim zdrowiem”.
Ludzie zazwyczaj rozumieją taki komunikat. Szczególnie wtedy, gdy słyszą, że mogą wrócić po konsultacji z lekarzem, że nie są skreśleni „na zawsze”, tylko chodzi o bezpieczeństwo tu i teraz.
Na koniec – o prawie do odmowy bez poczucia winy
Masażysta ma prawo odmówić. Ma prawo powiedzieć „nie” tam, gdzie zabieg jest przeciwwskazany, niebezpieczny, przekracza granice albo warunki nie pozwalają na bezpieczną pracę. To nie jest widzimisię, to nie jest lenistwo, to nie jest „miganie się od roboty”. To część odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Odmowa wykonania masażu nie musi być konfliktem. Jeśli jest spokojnie wytłumaczona, oparta na medycynie, bezpieczeństwie i szacunku, najczęściej buduje zaufanie. Bo pokazuje, że po drugiej stronie nie ma „maszynki do masażu”, tylko człowiek, który myśli, ma zasady i naprawdę nie chce zaszkodzić.
Jeśli chcesz zapoznać się z listą przeciwwskazań do masażu kliknij tutaj.