Jest taka chwila przed każdym masażem, kiedy siadamy i rozmawiamy. Ty — z nadzieją na ulgę i dobrą opiekę. Ja — z uchem nastawionym nie tylko na ból, ale i na szczegóły Twojego zdrowia. Bo przychodząc do mnie, oddajesz mi zaufanie: liczysz na profesjonalny zabieg, ale też na to, że ktoś po prostu mądrze się Tobą zaopiekuje. I właśnie dlatego istnieją przeciwwskazania — nie po to, żeby utrudniać życie, tylko żeby chronić Ciebie. W medycynie mówi się o przeciwwskazaniach bezwzględnych (czerwone światło: nie masujemy, bo ryzyko szkody jest za duże) i względnych (żółte: możemy działać, ale inaczej — delikatniej, z ominięciem miejsca, czasem dopiero po zgodzie lekarza). To nie „widzimisię”, tylko standard rzetelnej opieki nad człowiekiem.
Żeby to nie było abstrakcyjne: są sytuacje, kiedy masaż naprawdę może zrobić krzywdę. Klasyk to zakrzepica żył — intensywne ugniatanie może oderwać skrzeplinę i skończyć się zatorowością płucną. Brzmi dramatycznie? Bo takie bywa, i to nie tylko w podręcznikach, ale i w opisanych przypadkach klinicznych. Dlatego jeśli w wywiadzie wychodzą objawy sugerujące zakrzepicę, odwołujemy zabieg i kieruję dalej. Podobnie ostre infekcje z gorączką, świeże urazy, czynne krwawienia czy aktywne stany zapalne — to czerwone światła. Z kolei ciąża nie jest automatycznym „nie”, ale wymaga odpowiednich pozycji i technik (a mocny nacisk na nogi odpada, właśnie z powodu ryzyka zakrzepowego). Tu znów kluczem jest rozmowa i dopasowanie.
Cała ta ostrożność zaczyna się od… karty pacjenta. Nie traktuję jej jako „du**ochronu”, tylko jako narzędzie Twojego bezpieczeństwa: spisujemy leki, choroby, zabiegi, alergie, przebyte urazy, ciąże — i z tej układanki układam plan: masujemy / modyfikujemy / przekładamy i prosimy o konsultację. W świecie fizjoterapii takie dokumentowanie to wręcz obowiązek prawny; w masażu prozdrowotnym — standard dobrej praktyki i podstawa świadomej zgody na zabieg. To chroni nas oboje i podnosi jakość opieki.
Miałem niedawno sytuację: rodzina poprosiła o masaż dla bliskiej osoby. Usiadłem, wypełniliśmy kartę, zadałem kilka dociekliwych pytań — wyszło, że w tym momencie masaż mógłby zaszkodzić. Spokojnie wytłumaczyłem dlaczego, co można zrobić zamiast i na co uważać. Zamiast pretensji usłyszałem: „Dziękujemy za profesjonalne podejście”. Państwo zapłacili za wizytę i… zostawili napiwek. To najlepszy dowód, że jasna informacja o przeciwwskazaniach świadczy o profesjonalizmie, a nie o lenistwie czy braku wiedzy. Szczerze? W swojej praktyce nie spotkałem się, żeby ktoś miał o to żal — ludzie czują, kiedy ktoś staje po stronie ich zdrowia.
Dlatego, gdy mówię „dziś nie masujemy” albo „robimy inaczej”, robię dokładnie to, czego oczekujesz, powierzając mi swoje ciało: dbam o Ciebie. Masz wątpliwość, czy to dobry moment na zabieg? Daj znać — przejdziemy krótki wywiad, wyjaśnię, co jest bezpieczne teraz, a z czym lepiej zaczekać. To jest opieka, której możesz ode mnie oczekiwać — z szacunkiem, empatią i w oparciu o wiedzę.
A Wy Drodzy masażyści/fizjoterapeuci jak informujecie pacjenta/klienta o przeciwwskazaniach? Jak ludzie to przyjmują? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Więcej o przeciwwskazaniach przeczytasz Przeciwwskazania do masażu